Content
Pięknie. Pogodę mam uroczą, żyć nie umierać. Jeszcze godzinę temu wiatr walczył z deszczem, teraz można otwarcie powiedzieć, że wygrał i już nie pada. Tylko śniegu brakuje, ale i tak jest dobrze.
Podobno mamy bezrobocie. Cóż, wygląda na to, że wręcz odwrotnie. Skoro to nie pracownicy od sprzątania miasta zajmują się porządkowaniem mieszkań po zmarłych. A może po prostu tylko tutaj jest inaczej i używa się nie tych ludzi, co trzeba. Trochę napięta atmosfera panuje.
Inaczej niż u mnie, gdyż mimo wylewu sprawdzianów, nic mi się nie chce robić. No może prawie. Akurat teraz sobie wybrałam moment, żeby napisać coś od siebie. I tu i tam też. Chyba powoli zaczynam mieć dość tłumaczeń. Pora stworzyć coś własnego. Święta idą. Niedługo minie rok od powstania Wammy’s House, a ja nadal tkwię w tym samym miejscu. Wypadałoby dodać przynajmniej jeden rozdział. Lub popoprawiać te niedokończone. No doprawdy, wtedy mi się wydawało, że jedna strona A4 to dużo. Nie zmieszczę tego na tak małej powierzchni. Chociaż powinnam się w ogóle cieszyć, że mam coś takiego. Moje dłuższe maleństwo, przez które kiedyś pewnie się zdenerwuję.
Z_Nadzieniem_Truskawkowym pewnie wyleguje się jeszcze w łóżku, albo już wstała. Zastanawiam się, czy przeczytała już swój prezent urodzinowy. I czy warto było się tak wysilać, skoro jest szansa, że nic ją to nie obchodzi. Czy rzeczywiście tylko żartowała, gdy mówiła o staraniu się. Może powinnam się do niej przejść… Pójdę po obiedzie.
Mimo wszystko udzielił mi się melancholijny nastrój wiatru wyjącego o wolność. A może wręcz przeciwnie - cieszy się, że ją odzyskał.
Kurama: *myśli* Wyjątkowo dzisiaj spokojna. *po namyśle bierze Dan Mleko z lodówki*
Łapa: *udaje, że tego nie widzi i mówi do siebie* Do dna, na dole jest trutka na myszy.
Ach, to mnie po prostu z nóg zwaliło...
"ananobanasy" i "Haus ist gross."
*leży i płacze z śmiechu*
Ĺapa
Nastrój:
tagi:
To tak...
Dziecku zachciało się pracować i myślało, że zarobi w wąbrzeskich warunkach pół tysiaka albo i jeden. A tu masz, Krystyna.
Narobiłam się i stwierdzam, iż praca fizyczna do mnie nie pasuje (chyba że rozpierdalanie czegoś, to i owszem). Umysłowa za to i owszem (O.o).
To taki znak, że żyję.
A teraz...
Oglądać przeróbki Redgara *zły śmiech*!
Ĺapa
Nastrój:
tagi:
Wczoraj mi nastrój siadał i jakoś ogólnie było niefajnie.
Dziś było odwrotnie.
Rano w mojej norze było ciemno. Do czasu. Po lewej coś mi błysnęło. Gdy zaczęłam kojarzyć fakty, dotarło do mnie, że meine Mutter mi robiła zdjęcia. Proszę tylko nie amerykańskie życie. Na szczęście śniadanie było normalne - to co zwykle. I moja kochana Becca z Kuroshitsuji z nieśmiertelnym "I'm alive", które daje siedmiomilowego kopa. dlatego nawet nie leżałam w wyrku, tylko wstałam od razu po tym utworze i moim "Himmelblau".
W szkole przynajmniej dwa razy miałam odśpiewane sto lat (na polskim tez śpiewali?) w krótszej i dłuższej wersji. Dostałam też nadprogramowe prezenty - kartkówka z niemca (och, ciekawe co dostałam) oraz sprawdzian z infy (tutaj spuśćmy zasłonę milczenia - żałoba narodowa). W ogóle to infa była interesująca - bałam się o zniszczenie mojego makijażu przez płacz ze śmiechu. A że wprowadził tworzenie stron internetowych (się wreszcie doczekałam mojego html'a - wkońcu zrobię swój własny szablon) musieliśmy coś zrozumieć. Byliśmy strasznie zaskoczeni - do tej pory nic nie rozumieliśmy i nie wymagał tego od nas. Oczywiście jego angielski mnie przeraził - wymawianie słów tak jak sie czyta nie zawsze jest dobrą metodą, lepiej poszperać w Infobocie.
Od Rogalika - słodycze (cmok ;*). Nie dało się nie zauważyć, że Łapa nagminnie wpieprza czekoladę i cukierki. Poszły naturalnie na pierwszy ogień - cała klasa świętowała.
Od Luny - słodkie i kolczyki + różowa puszka na długopisy z Hannah Montaną. Cudownie, zabiła mnie tym.
Aga mi zapodała małą żółto-brązową torebkę. Akurat na egzaminy mi sie przyda - wszystko mi się tam zmieści.
Teraz czekam na Rogala, bo mamy wyjść do Kameleona. Potem wbija Luna z Agnieszką i Bliźniakiem - obalimy coś wyskokowego.
K: Pijesz tylko wodę - ostatnio jak się schlałaś byłaś nie do życia.
Ł: To był sok pomidorowy z warzywami.
K: Ale się nim upiłaś!
Yhm, tak, tak i era.
Dlatego do zobaczenia niebawem - może opiszę dalszy przebieg tego jakże uroczego dnia.
Bilet do Hadesu i "Makbeta" w twardej oprawie - może sie nim walnie w głowę i zginie na miejscu!
Ale ja jej wcale źle nie życzę...
Ĺapa
Nastrój:
tagi:
Wracam!
piątek, 10.kwietnia.2009, 14:53
Nie wierzyłam ale udało się - mylog działa. Teraz tylko trzeba się modlić, żeby nic nie jebło.
A teraz, zaczynając takim optymistycznym akcentem, Łapa chce ogłosić powstanie nowego bloga. Ze względu na ciężką rękę w pisaniu opowiadań potrzebuję do nich osobnej stony. Co ona będzie zawierać, znajomi moi się już pewnie domyślają. Na razie nie ma tam żadnej dłuższej notki, więc nie ma co liczyć na szybki rozwój akcji. Jak to ze mna bywa, coś się urodzi prawdopodobnie za miesiąc.
Chyba że mnie ktoś kopnie i zmusi (ani mi się waż Kurama)...
Dlatego do zobaczenia za jakiś tam dłuższy okres czasu.
PS. Pamiętajcie dzieci, zły dotyk boli przez całe życie - opowiadanie trzyma jeszcze dłużej.
Ĺapa
Nastrój:
tagi:
Po pierwsze - Łapa ma nowego kompa, z którego się bardzo cieszy.
Po drugie - Nie zlikwidowali jej na szczęście bloga, bo bardzo się martwiła(?) zaistniałą sytuacją.
Po trzecie – W końcu pozwoliła mi się dorwać do klawiatury, ale to na krótko, gdyż już wraca.
Ł: Kurama wypierdalaj, teraz ja będę pisać!
K: Jak zwykle delikatna niczym pączek białej róży…
Ł: Masz pączki i się nie podzieliłeś?! Kurwa mać! Matka mi wyżarła ptasie mleczko, ty słodycze, Obcy mi zwiał Nostromem.
K: Chyba Nostromo.
Ł: Nostromem! Kim, czym się używa, nie? Jak nie znasz się na polskim, nie używaj.
K: TO nie używaj.
Ł: I tak, i tak można. W angielskim jest tak samo, ty mnie tu nie poprawiaj tylko idź cos z cukrem kup.
K: Co ja jestem – sprzątaczka?
Ł: A co, może nie?!
K: O.O
Nawet nie wiem od czego mam zacząć. Trochę mnie tu nie było. Aj dobra tam, i tak nie umiem opowiadać.
W sumie to nie mam na co narzekać. Wróć. Mam, właśnie mi się przypomniało. Na lewej nodze mi się skóra zdarła, więc dzisiaj sobie przykleiłam plaster. Byłoby fajnie, gdyby palec mi nie zaczął drętwieć jakieś 20 minut temu. Trochę za mocno przykleiłam. W ogóle ostatnio cos sierota ze mnie. Nawet Kurama coraz częściej robi sobie wolne, żeby popatrzeć jak robię sobie krzywdę. Bardzo przyjacielski (ja chcę do L’a!). Zazwyczaj coś się działo tak raz na jeden, dwa tygodnie. A tu nic z tego. Normalni ludzie nie duszą się śliną zaraz po tym jak wezmą do ust landrynkę. Zajrzałam śmierci w oczy, ale nic to. Nadal obstaję przy tezie, że ktoś chciał się mnie pozbyć. Nie dam się tak łatwo.
Poza tym, Rogalowi puściła krew nie tam gdzie trzeba i została w domu (Rogal została, nie krew, aż taka pomysłowa nie jestem). Poszła do lekarza i wypisał jej zwolnienie do końca tygodnia. Oni są okrutni. Ale ogólnie to Rog ma wspaaaniałych znajomych. Tacy koleżeńscy. Nawet do domu cie podwiozą w 4 minuty.
Dobra kończę. I tak gadam same durnoty.
Posssdro for:
- Luna (L w rurze odpływowej to już przegięcie),
- Rogal (kuruj się ;*),
- Żelek (wirusa złapałeś, czy jak?),
- Goral (bez wiedzy informatycznej pożarłby mnie robak ;)),
- III B (niedługo święta!),
- Tuba
- czytający & komentujący.
PS. Nasze maskotki utworzyły dzisiaj słowo „Jezus” na przerwie (oczywiście tylko za pomocą własnego ciała XD).
Ĺapa
Nastrój:
tagi:
Ano, dawno mnie nie było. Poszukiwania L'a spełzły na niczym, bo Kurama odmówił współpracy. Co on zazdrosny o Dan Mleko jest? Przecie mu L by nie wyjadał. Raczej... W ogóle ostatnio się dziwnie zachowuje. Jakby przeżywał nieustający zespół napięcia przedmiesiączkowego. Nie wiedziałam, że to możliwe u faceta. A Youko to już nie widziałam od ho ho i jeszcze trochę. Zamknął się w sobie bardziej niż zwykle i już nawet nie próbuje mi ukraść kolczyków od Rogala. Obcy jest chyba jedynym normalnym (poza mną oczywiście). Z grubsza naprawił statek ale teraz nie odleci. Zima idzie, więc mu silnik nie zapali. Mogłabym mu pomóc ale on nie chce o tym słyszeć i ogrodził Nostromo pastuchem. Krowa jestem, czy jak?
Szkoła się zaczęła. Chora jestem. Za tydzień mamy pierwszy sprawdzian. Cudownie brzmią te trzy zdania, ne? Poza tym w szkole jest trochę cieplej niż na dworze. Mamy duńskie zawory ale gdzie tam! Grzać nie będą. I tak pewnie wrzesień będzie najfajniejszy, bo to sezon praktykantów. My mamy nowego z fizyki i historii. Pierwszy zachowuje się jak Luna-Wiesz-Kto po podwójnej dawce kokainy, a drugi *zawiesza głos*... To trzeba zobaczyć na własne oczy. Inaczej możnaby mówić i mówić, a większość i tak nie uwierzy. Powiem tylko, iż jest wesoło ponad miarę oraz wszelkie normy przyzwoitości. Jak ktoś chce się przekonać zapraszam jutro na historię XD.
O! Wczoraj po lekcjach się trochę poszwendałam po sklepach z Luną, która kupiła sobie błyszczyk. Zajrzałyśmy tam, gdzie były jakieś stare rzeczy (typu szkatułki i takie tam inne). Już wiem co kupię mamie na gwiazdkę. Ale to dopiero dwa tygodnie przed terminem. Lun też się wybiera wtedy. Już to widzę. Będziemy wracać do domu objuczone zakupami. Zabawa na 102. Ej, ale ja chcę L’a pod choinkę *sugeruje Kuramie*.
Kurama: *nerwowy tik* My nie mieliśmy wyjścia, a Ryuuzaki może sobie wybrać, czy chce tu mieszkać, czy nie?
Łapa: Nie no gdzie tam. Jak go znajdę, to zaciągnę tu słodyczami.
No mniej więcej. Jakiś plan się znajdzie. W ogóle, w sklepach nie mają zwyczajnej białej bluzy, bez kaptura, nie rozpinanej. Zaczynam popadać w depresję...
Jutro chyba w końcu będę miała angola. Poprzednio musiałam odwołać, bo nie mogłam mówić. Ludzie, czaicie? Ja! Ja, która jak chce potrafi gadać godzinami i zanudzić na śmierć każdego bełkotem, nie mogę powiedzieć nawet zdania normalnym głosem! Kurwa, gdzie tu sprawiedliwość?! Całe szczęście już mi prawie przeszło ale dajcie spokój. Tydzień temu, to był koszmar *płacze*.
Posssdro for:
- Luna (ja chcę już śnieg i Boże Narodzenie),
- Rogal (kiedy korki XD???),
- Kurama (się już nie gniewaj, no...),
- Tuba,
- nasi w Niemczech,
- reszta mojej klasy (chorzy i pozostali ledwo zdrowi, którzy jeszcze chodzą do szkoły),
- czytający & komentujący.
Ĺapa
Nastrój:
tagi:
Moja okasan ostatnio obchodziła swój jubileusz w pracy. Niestety zapomniałam który ale to nie ważne. Jako dobra pierworodna (na pewno?) przyniosłam jej do biura ciasta, które zamówiła. Jak można się domyślić zostałam na wyżerce. Nudziło mi się strasznie. Włączyłam komputer, weszłam do internetu, otworzyłam dwa odcinki DN, żeby się załadowały. Komp po paru minutach odmówił współpracy. Bez komentarza, proszę państwa. Myślałam, iż go rozwalę na oczach pracowników. OK., OK., just calm down...
Z powodu tego jubileuszu mama zabrała mnie do kina w ostatnią niedzielę. Na nic się zdało tłumaczenie, że wolę w sobotę. Po drodze do CT wstąpiłyśmy do sklepu ogrodniczego, w którym kupiłam sobie lampę do postawienia na biurko. Oczywiście, to nie ja płaciłam za to cudeńko. Może uda mi się przeforsować w domu ustawę pod tytułem "Zasadzić cis oraz drzewko sakury w ogrodzie, a bluszcz puścić na żywopłot". Jak mi się powiedzie już w przyszłym roku, możecie mnie nazywać reinkarnacją Kleopatry. Oprócz tego dowiedziałam się, iż miałysmy kiedyś ostrokrzew ale ta sadystka go wycięła. *Parodiuje* "Rozrastał się za szybko." A mnie się wcale o zdanie nie pyta. O filmie napiszę tylko tyle: może być, nie zasnęłam. Byłam na "Hancock'u". W Empiku dorwałam pierwszą część "Edenu" i "Vagabond'a" *emocjonuje się* ! Jak na razie nigdzie nie spotkałam doujinshina "Nearly" ale się nie poddam ^^.
W tę sobotę jadę znowu do CT. Rożnica polega na miejscu buszowania: ul. Szeroka. Jak macie jakieś zamówienia to walić (khe, khe :)) śmiało. Ja polecę do Empiku, sklepów z ciuchami i torbami oraz księgarnii. Może nawet coś wyczeję na urodziny dla Rogala & Luny, bo wierzcie mi lub nie, nie mam na razie dla nich prezentu! Przerażające. I na dodatek, tym razem muszę się bardziej postarać, yhm, yhm. Dzisiaj też się starałam. Poszłam do Tesco i zobaczyłam Pucziego. Lun też go widziała. Ale wracając do tematu. Zrobiłam zupę czekoladową z biszkoptami. Tzn. te biszkopty się moczy w zupie ale i tak jest fajnie. Wyszło mi, aaaaa! I jutro Luna przychodzi żeby się najeść, o yaaa.
W ogóle byłam u niej na noc. Maraton filmowy. Przyniosłam komedie romantyczne. No normalnie odbija mi coś. Obejrzałyśmy chyba... 5. Albo 6, nie jestem pewna. Tylko, że ciągle napotykałam się na słówko "L". Ta litera mnie umyślnie prześladuje, czy tylko mi się zdaje? Mniejsza z tym... Wschód Słońca zobaczyłam. Nic a nic nie spałam, a mały pies, który się niedawno urodził ma oczy prawie jak L. Kawaii!!! Choćby za to już go kocham. Jak zwykle przed snem było najśmieszniej. Zastanawiałam sie nad tym, czy Luna ma kosz na śmieci w pokoju. Gdy okazało się, że nie ma wpadłam na pomysł, iż mogłabym jej go kupić. Ale nie taki zwyczajny tylko odjechany. Z napisem "Witamy" dokładnie takim jaki jest zazwyczaj na wycieraczkach. Kosz jak wycieraczka, wycieraczka jak kosz. Wszystko jest logiczne. Poza tym co ja tam jeszcze mówiłam... A! O angliście nawijałam. Podczas jednej z naszych jakże emocjonującyh lekcjach mówił, że w wakacje obejrzy sobie Death Note'a. Będę musiała jakoś wybadać, czy rzeczywiście oglądał. I prezent znad morza mu dam *zadowolona*.
Posssdro for:
- Luna ("Bo on się tak dziwnie patrzył"),
- Rogal (ile już przeczytałaś???),
- Tuba (codzienne spacery XD),
- czytający & komentujący.
[ Love's gonna get you down. Say love, say love. Oh, love's gonna get you down. Say love, say love. Oh, love's gonna get you down. ]
[ Momma told me, what I should know, too much candy gonna rile your soul. If she loves you, let her go, 'cause love only get you down. ]
[ L-ollipop ]
Czyż ta piosenka nie pasuje idealnie do L'a XD? Chociaż ja tam nie zauważyłam, aby nadmiar cukru mu szkodził. Wręcz przeciwnie. Damn it, he's sooo good-looking, kyaaaaaaaaaaaaa!!!
Ĺapa
Nastrój:
tagi:
"Kto mądry ma wiatrak w oknie?"
Oj, Tuba XD.
Ĺapa
Nastrój:
tagi:
Dwa tygodnie nad morzem byłyby nudne jak flaki z olejem, gdyby w Ustce nie mieli tylu sklepów. Czy w końcu do Słońca dotrze, iż ja się nie chcę opalić? Zastanawiam się czy mi starczą te dwa opakowania kremów z filtrem SPF 50. Pewnie będę też używać ich jak pójdę do szkoły... Czas mi zorganizują, nie mam co do tego cienia wątpliwości. Sama chcę coś zrobić ale jak się dobrze prądem nie popieszczę, to nie ma mowy, abym się zaprzęgła do roboty. Wychodzi na to, że ciągle musi nade mną ktoś stać (nie kojarzyć, Lun & Rog!). Na szczęście od tego mam na razie Kuramę. Trzeba go było wziąć z sobą, może nie byłoby tak irytująco pusto. Otoczyli mnie głupcy i dorośli, którzy stracili wiarę w nadzieję. Czas okropnie na nas wpływa. Geniusze cierpią na choroby ciała oraz umysłu. Przynajmniej to zapewnia im ochronę przed złem wynikającym od zabójców prawdziwego człowieczeństwa. Mowa oczywiście o ludziach. Telepiące się ze zmęczenia głowy chcą odpocząć. Usypiają przebłysk ratunku skracając mu życie. Zamiast spać samemu zabierają w tę podróż tych potrzebnych do ocalenia reszty od zagłady przed sobą samym.
Echhh... Melancholijnie się zrobiło. Pozwólcie moim słowom płynąć, a nie wiadomo gdzie was zabiorą. Prawie codziennie odwiedzałam z okasan nasz ulubiony lokal – herbaciarnię. Niepowtarzalna atmosfera. Aromat napoju bogów, ciasto zapewniające dzienne zapotrzebowanie na cukier przeciętnego Kowalskiego, muzyka płynąca średniogłośno w takt uderzeń mózgu duszy, a ja sobie piszę list do Luny, która mi powiedziała, iż się w nim pogubiła. No co? Próbowałam pisać jak Joyce w „Ulissesie”. Jeszcze trochę muszę popracować lecz stwierdzam z dumą: JESTEM NA DOBREJ DRODZE! Przez większość wolnego czasu czytałam książki, leżałam w łóżku albo oglądałam TV. Na moją złość były tylko dwa kanały – jedynka oraz dwójka. Rzeczywiście, istny kanał. Eee, co tam. Nawet mnie nieszczególnie do szklanego ekranu ciągnęło. Jedynym programem przy którym się mogłam odstresować był „Dr House”. Matka prowadziła ze mną boje na temat wymowy tegoż tytułu. Wg niej lektor czytał go jak, proszę się nie śmiać, ‘hałsz’™. I za nic jej nie wyperswadujesz. Jak usłyszała, że nie ma racji żachnęła się i dała nura w książkę. Kurwa mać! Szlag mnie trafia jak osoba kompletnie nie znająca się na angielskim mówi jak powinno się wymawiać dany wyraz. Za grosz inteligencji.
Sklepy z ciuchami to genialny wynalazek. Gdybym mogła wydawać cudzą forsę nie miałabym zahamowań. A tak, no cóż... Gwoli przyzwoitości jakieś dwieście trzeba było pozostawić nietknięte. Jeszcze nie sprawdzałam stanu na koncie. Boje się popaść w depresję. Teraz może mnie uratować tylko zastrzyk gotówki od rodziny. Na dodatek pogodę taką dziwną miałam. Przez pierwsze dni ukrop, potem słońce przeplatane z deszczem, deszcz, przeplataniec, znowu gorąco. I tak w kółko. Jak wyjeżdżałam akurat zaczęło się przejaśniać. Pewnie teraz mają tam pogodę iście tropikalną. Takie już moje szczęście... Za rok postaram się wrócić do tego miasta. Pewnie mama weźmie jakąś koleżankę i wykupimy studio 2+1. Ja zajmuję oczywiście jedynkę. Nic mnie bardziej nie wkurza niż sapanie kogoś obok. Jeśli dołożyć do tego krzyki mew i typowe odgłosy towarzyszące mieszkańcom bloku, to żądza odwetu była aż nazbyt wyraźna. Nic na to nie poradzę. Flegmatyczna choleryczka ze mnie. Biada osobie naruszającej mój spokój. Na dodatek próba zaśnięcia z zatyczkami w uszach dosłownie spędza sen z powiek. Ciągle musiałam uważać, żeby to to się nie wysunęło. Jak ja pięknie umiem narzekać prawda? Dowód mojej polskości.
Posssdro for:
- Rog (czemu nie doczytałaś do końca -.-???),
- Lun (kawaii ten szczeniak ^^),
- USTKA (szczerze mówię, jest lepsza niż Łeba :)),
- III B (jak na razie trochę dziwnie to brzmi XD),
- czytający & komentujący.
Ĺapa
Nastrój:
tagi:
JESTEM!
Ĺapa
Nastrój:
tagi:
Wyjazd
czwartek, 3.lipica.2008, 21:48
Znikam już jutro, a wrócę za dwa tygodnie.
Ĺapa
Nastrój:
tagi:
W końcu koniec szkoły. Powinnam się cieszyć ale co ja poradzę, że wolę zwiewać z lekcji gdy są, niż gdy ich nie ma. Taka już moja natura. Poza tym muszę zrobić parę zadań z fizyki (czytaj: wszystkie możliwe) i napisać dwa akapity pracy po angielsku. Nie wliczając w to paru rzeczy postanowionych przeze mnie jeszcze w czasie uczęszczania do szule. Wcale się nie uskarżam. Nie nie. Tylko na to wyszło, iż w wakacje mam mniej czasu niż w roku szkolnym. Jak to nie jest ironia losu, to nie wiem jak mam taki przypadek nazwać.
Oczywiście najpierw był apel na zakończenie. Wręczali nagrody za lampasy i konkursy. Oczywiście moja klasa wychodziła najczęściej, a co. Wiadomo, geniusze. Przynajmniej dali mi książkę za trzecie miejsce w konkursie chemicznym. Nie ukrywam, wolałabym ocenę. Nadal się o to wk***, tak samo jak o historię. Ja rozumiem, facetka ma ciężki okres, PMS i coś tam jeszcze ale przesadza. Udział w konkursie, jedne z lepszych ocen w klasie i chuj, ń ma, 4 na koniec. Za rok niech nie myśli, że palcem kiwnę w sprawie jakiegoś konkursu z tego przedmiotu. Z fizyki jeszcze rozumiem, bo miałam na półrocze 4 ale przynajmniej zauważyła lekką poprawę. Nic to, jak będę kończyć szkołę, nie odmówię sobie pewnej szczerości.
Jak to powiem, ludzie-szpiedzy będą mogli mnie namierzyć. A trudno, niech sobie mierzą. Wywaliłam ciemny mundurek do kosza na śmieci w szkole. Cudowne uczucie satysfakcji. Po głowie bije mi się pomysł, aby drugi mundur przerobić na kostium kąpielowy. Nie ma co, nauka i zasady są wszędzie!
W pon Lun u mnie nocowała. Poszłyśmy sobie na krótki spacer po okolicy. Nad jeziorem zawiesiłam oko na pewnej parze dwóch... chłopaków. Oczywiście z czym mi się skojarzyło? Z shounen-ai (nie, nie z yaoi, bo nie dobierali się do siebie tylko grzecznie STALI). Śledziłyśmy ich, a jak przechodziłyśmy koło jednego domu, to ktoś krzyczał. Uroczy poniedziałkowy wieczór. Nawet osy się do nas przyczepiły. W ogóle... Tuba się spotkała z Rogalem i robiły sobie żarty. Zadzwoniły do Luny ale udawały, że pomyłka. Potem do mnie ale poznałam po głosie Natalię i klapa.
Wczoraj nareszcie przyszły moje soczewki *skacze z radości*. Dzisiaj rano je ubrałam i cała happy chodzę. 100% lepiej jak w okularach. Trzeba tylko często krople aplikować ale daje radę. No naprawdę... Coś czuję, że ta zmiana już zostanie na stałe. W końcu nie muszę nosić tego ciężaru na nosie.
Posssdro for:
- Luna (Ł.: Biegnij jakby cię bóg gonił!!!),
- Rogal (szkoda, nastawiłam się, że wpadnę do tiebia),
- Tuba (bee-da, nie da się mnie wkręcić),
- czytający & komentujący.
PS. A ten... Na angolu mnie miła niespodzianka spotkała ale ń powiem, bo jestem wrędna.
Ĺapa
Nastrój:
tagi:
Piszę notę zupełnie nie przymuszona do tego oraz w pełni świadoma. Poza tym to chyba przez te lody co zjadałam jestem w dość pokojowym nastroju. Ostatnio oglądam "Seirei no Moribito". Leją się i jest duża szansa, że małego dzieciaka coś rozerwie na strzępy (dosłownie), więc humor mam całkiem całkiem. Poza tym oczywiście anime porusza głębokie aspekty życia, śmierci i odpowiedzialności. Żeby nie było coś mąondrego musi w sobie mieć. W piątek miał być angol... No i oczywiście ni było. Przecież nic nie mówił o odwołaniu lekcji tylko, że jedzie do Torunia sprawdzić czy książki już przyszły.
Większość meine Klasse była na wycieczce. Resztę przydzielono do IIA. Z Rogalem wpierwszego dnia spotkałam się przed szkołą. Do lekcji było jeszcze trochę czasu, no to usiadłyśmy na ławce koło sądu. Byłoby fajnie, gdyby nie przysiadły się do nas Jehowe. Starsza zaczęła nawijać, iż boga nie należy się bać tylko ludzi, bo co to się na tym świecie teraz wyrabia. Cudem się wyrwałyśmy ale dwie gazetki mi wcisnęła. Poczytałam sobie w domu i nie zaprzeczam, uśmiałam się. Potem jak wracałam z matmy, to mnie zaczepił taki jeden facio, co chciał ode mnie kasę. Rozmowa w stylu:
On: No nie ukrywam zostałem pobity i nie mam pieniędzy na maść. Czy mogłaby mi pani pożyczyć?
Ja: Nie mam, niech pan spróbuje w aptece. Do widzenia.
No błagam... Czemu ja mam takie szczęście? I dlaczego zawsze się do mnie zwracają per pani? Aż tak staro wyglądam? Raz w zime jedna kobieta za mną się darła "Proszę pani, zgubiła pani szalik!". No fakt, szalik na spacerze po ulicy to tylko ja potrafię zgubić ^^".
Byłam na VI Pikniku w moim Gimnazjum. Rogal wystawiał tam figurki bogów egipskich, ja kolekcję Harry'ego Potter'a i wszystkie dwadzieścia dwie mangi. Ludzie wchodzili, wychodzili, takie tam. Facet od histy się mnie pytał po co to czytam. Pedał jebany. To chyba oczywiste, ne. Tomek przyniósł wylinki trzech pająków. Kiedyś miał ich w domu trzynaście teraz mu tylko jeden został. A u Roga rodzice się ciągle nie chcą na spider'a zgodzić =.=". Przynajmniej obczaiłam gdzie prowadzi wyjście ewakuacyjne, które jest normalnie zamknięte. Zamek taki niezbyt zarąbisty, to nawet mogłabym się włamać *zły chichot*.
Matka mi ciągle truje o pracy, jakbym sama nad tym dostatecznie często nie myslała T.T. Ciągle mam takie wahadłowe nastroje. A to raz języki obce, a to przedmioty ścisłe. Coś z tych dwóch na pewno wybiorę. Humanistycznych nie chcę już przerabiać. Odechciało mi się pisać długich prac. Skoro prawie wszystko można rozwiązać za pomocą <=> albo =>, to po co się trudzić na jakąś opisówkę. Nie mam już siły do lania wody. Powinnam się zdecydować najpóźniej w trzeciej klasie, a potem podzwonić po uczelniach i wybrać odpowiednie liceum. Jak będę chciała się na coś dostać to nie ma zmiłuj muszę dać z siebie wszystko. Aż się boję. Koniec z yaoi, anime, mangą. No może nie dramatyzujmy ale na pewno będę musiała ograniczyć... Miejmy tylko nadzieję, że tam gdzie pojadę jest Empik XD.
Posssdro for:
- Luna (truskawki są takie zielono czerwone :)),
- Rogal (mam stronę ze spisem większości yaoi na onecie ^^),
- Żelek (wyjściem ewakuacyjnym przed dziennikarzami XD),
- Monika,
- Zuza,
- Ewelina,
- czytający & komentujący.
Ĺapa
Nastrój:
tagi:
Nadal chichoczę na wspomnienie dzisiejszego polaka. Interpretowanie wierszy nie jest chyba mocną stroną II B. Nasze pomysły czasami są dosłowne.
Za to na biologii zajrzała do nas wychowawczyni i rozdała cukierki z okazji Dnia Dziecka. Na dodatek w domu matka rzuciła mi na stół sześć lizaków (dwa zjadłam od razu) i czekoladę (trochę później ją odpakowałam) bez okazji! Czuję się jak Ryuuzaki w pomniejszeniu.
Parę dni temu nadziałam na igłę zieloną truskawkę i powiesiłam ją pod moją lampą u sufitu, na środku pokoju. Teraz ten owoc zrobił się czerwony. I ja wiem dlaczego! Otóż truskawka jak się dobrze wychyli to widzi tekst napisany na ekranie komputera. Od tego co ja czytam każdy czerwony by się zrobił, więc się jej nie dziwię. Teraz poczekam aż zacznie gnić, a potem powieszę sobie inną.
Rogal z Luną się zapisały na konkurs pięknego czytania. I tu pojawia się odwieczne pytanie - co jest prozą, a co poezją? Stanęło na tym, iż przytaszczę parę tomików poezji i Rogalik z Topikiem (Topik idzie na konkurs pięknego czytania!) coś sobie wybiorą.
W ten poniedziałek nocowałam u Luny. Ma nowy prysznic to trzeba wypróbować.
Przed zaśnięciem rozwiązywałyśmy jeszcze krzyżowkę. Do hasła "ślepy ssak" chciałam wpisać swoje imie ale nie pasowało...
Najlepsze myśli nachodzą mnie wieczorami, a tematem przedsennym były ogórki kartuskie. Otóż, nasiona tych ogórków jedzą myszy. Zachodzi proces mutacji. Zdeformowane ogórki rozrywają ciało myszy, by wydostać się na zewnątrz. Jako, iż są głodne zjadają królika. Wiadomo nie od dziś, że w miarę jedzenia apetyt rośnie, dlategoż przerzucają się na LUDZI! Wniosek: człowieku jesteś zagrożony przez kartuskie, strzeż się! One planuja zawładnąć światem i żarty się skończyły.
Drugi inteligentny temat to określenie gdzie jest Wielka Brytania (przypominało to raczej bełkot pijaka ale co tam...). Okna w sypialni Luny wychodzą na wschód. Ściana jest na północ, czyli Bałtyk. Do UK potrzeba jechać bardziej na północny-wschód, więc w okolicach szafy z kasiążkami, a rogu room'a.
Posssdro for:
- Rogal (instytucja platońsko - arystotelesowa :)),
- Luna (jak ci poszło z chemii???),
- Topik (nie tylko Sokrates był starożytnym filozofem, inni też są fajni...),
- Tuba (wyślę ci esa jak kosmetyki przyjdą),
- czytający & komentujący.
Ĺapa
Nastrój:
tagi:
Wrrr!
sobota, 24.maja.2008, 22:25
Kurwa, a taką ładną notkę miałam i mi skasowało! Zajebię mylog.pl!!!!!!
Kurama: *oblewa Łapę zimną wodą* Wrócimy po przerwie na reklamy.
Ĺapa
Nastrój:
tagi:
Credits
|
X|
X|